logo
matecznik dźwięków niebanalnych
 
 
Recenzje
DEPECHE MODE
Spirit
17.03.2017
Ocena:
  • Druga połowa marca wiąże się z jednym z najważniejszych muzycznych wydarzeń w tym roku, a mianowicie premierą długo oczekiwanego wydawnictwa brytyjskiej legendy sceny elektronicznej. Zostało ono ochrzczone jakże "duchowym" tytułem "Spirit".

    Legendą, o której mam przyjemność pisać jest oczywiście niezwykle popularna w naszym kraju jak i na całym świecie grupa Depeche Mode! Owo wydarzenie ma dla mnie charakter osobisto-historyczny, ponieważ w kwietniu mija dokładnie 20 lat od początku mojej fascynacji zespołem z Wielkiej Brytanii. Wszystko zaczęło się od pierwszego przesłuchania kasety "Ultra", kiedy to jeszcze byłem młodym człowiekiem i dopiero zaczął się we mnie krystalizować muzyczny gust.

    Z największą przyjemnością i pełnym przekonaniem śmiem twierdzić, iż najnowsze dzieło spod szyldu Depeche Mode spełnia nie tylko moje i najwierniejszych fanów oczekiwania, ale i postronnych słuchaczy. Aczkolwiek nie wykluczam mniej przyjaznych dla "Spirit" opinii i komentarzy, szczególnie ze strony umiarkowanych fanów. Zajmijmy się jednak samą muzyką znajdującą się na płycie. Już początkowe brzmienie bluesowej gitary Martina Gore wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. "Going Backwards", czyli pierwszy utwór albumu wywiązuje się znakomicie z roli openera płyty. Stanowi typowe dla Depechów mocno energetyczne preludium na miarę "I Feel You" czy "Barell of a Gun", które otwiera drzwi do muzycznego świata przesiąkniętego mrocznym romantyzmem, do czego z resztą muzycy zdążyli nas przyzwyczaić na przestrzeni wielu lat swojej działalności.

    Nagranie drugie to singel promujący nowe dzieło - "Where's The Revolution", z którym mieliśmy okazję dobrze zaznajomić się wcześniej. Powstał do niego teledysk nakręcony przez starego znajomego i przyjaciela zespołu Antona Corbijna. Artysta jest on również twórcą okładki płyty.

    Po dwóch dynamiczniejszych kompozycjach przychodzi czas na tę bardziej "duchową" stronę nowego dzieła, a więc na spokojny " The Worst Crime", w którym na plan pierwszy wysuwa się nostalgiczny głos Gahana. Sentymentalny klimat zostaje jednak szybko przerwany przez dość eksperymentalny, ale jednak udany i godny uwagi syntezatorowy "Scum" z podrasowanym wokalem Dave'a. Podobną przebojowością i noworomantycznym wdziękiem charakteryzuje się "So Much Love" (kojarzący się nieco z "Soft Touch" z poprzedniej płyty "Delta Machine").

    Nie brakuje na albumie nieśmiertelnych "kraftwerkowych" wpływów. Wystarczy wziąć pod lupę mechanicznie brzmiący i bardzo chłodny "You Move", czy do połowy minimalistyczny i wolno rozkręcający się "Poorman" podkreślony charakterystycznymi dla Martina Gore'a gitarowymi pociągnięciami.
  • Na "Spirit" jak zwykle nietrudno jest znaleźć zarezerwowane i zaśpiewane przez głównego kompozytora zespołu pozycje balladowe: "Eternal" i "Fail" charakteryzujące się sentymentalnym nastrojem, a przede wszystkim bardzo poruszającym, drżącym głosem artysty. Ten drugi w piękny sposób wieńczy najnowsze wydawnictwo Depeche Mode.

    Prawdziwym majstersztykiem okazał się hipnotyzujący "Cover Me" przepełniony iście transowym klimatem, szczególnie w drugiej części utworu. Dla mnie niepodważalny numer jeden na płycie! Myślę, że jest to jedna z najważniejszych kompozycji ostatnich lat stworzonych przez słynne trio z Basildon.

    "Spirit" jak na Depeche Mode jest krążkiem dość stonowanym i stosunkowo niełatwym. Mimo, iż nie jest albumem koncepcyjnym cechuje się wyraźną spójnością, nawet utwór singlowy nabiera jeszcze większego wyrazu w otoczeniu pozostałych kompozycji. Jest to jedna z najbardziej dojrzałych i wymagających pozycji w całym dorobku brytyjskich mistrzów elektronicznego rzemiosła. Może nie jest nadto przebojowa, ale za to potrafi poruszyć i wywołać w człowieku spore emocje. Zapewne taki był plan tego "duchowego" przedsięwzięcia. Ogromnie ciekaw jestem jak nowe dzieło sprawdzi się podczas występów na żywo. W lipcu się przekonam!

autor: Kamil Krukowski

tagi: DEPECHE MODE

...

patronaty



partnerzy