logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
MOTORPSYCHO
The Tower
08.09.2017
Ocena:
  • Siły twórcze w panach z Motorpsycho chyba są niewyczerpywalne. W ostatnich latach zespół ciągle prezentuje nowe nagrania, a w dodatku te nowe płyty z pewnością można zaliczyć do najbardziej udanych w długiej, bo już niemal trzydziestoletniej historii grupy. Tym razem trio z Trondheim wydało podwójny album zatytułowany The Tower, nagrany z nowym perkusistą, Szwedem Tomasem Järmyrem oraz z gościnnym udziałem gitarzysty i flecisty Alaina Johannesa, który pojawia się w czterech kompozycjach. Po tym zespole można spodziewać się wszystkiego. W ostatnich latach próbowali różnych odcieni muzyki rockowej – od prog rocka przez ciężką stonerową psychodelię i alternatywę po delikatny folk. I tym razem wszystkie te elementy odnajdziemy na kolejnym krążku formacji.

    Niełatwo słucha się płyt podwójnych. Wiele razy to powtarzałem – płyt podwójnych, których zawartość uzasadnia taką ilość materiału, jest bardzo niewiele. Większość prędzej czy później zaczyna męczyć i przytłaczać długością. A jednak jakimś cudem z The Tower tak nie jest. Oczywiście nie oznacza to, że zawsze mam ochotę na odsłuch całości, ale panom z Motorpsycho udało się nagrać trwające 85 minut wydawnictwo, na którym nie ma słabej kompozycji. Pierwsza płyta to ponad 43 minuty niezwykle dobrego i równego materiału. Poza króciutkim, akustycznym Stardust, znajdziemy tu same rozbudowane numery, począwszy od beatlesowsko-crimsonowskiej mieszanki w numerze tytułowym, który album rozpoczyna, przez muzyczny hołd oddany klasykom mocnego łojenia w A.S.F.E. (riff jakby żywcem wyjęty z poradnika profesora Iommiego) po kapitalnie wciągające In Every Dream Home (There’s a Dream of Something Else). Jest melodyjnie, intrygująco, różnorodnie. Czasem pojawi się flet (In Every Dream Home), czasem znakomity klimat wprowadzą instrumenty klawiszowe (The Tower), jeszcze innym razem muzycy oddają się progrockowym szaleństwom, nawet na pograniczu awangardy i jazzu (ponownie The Tower czy Bartok of the Universe). To byłaby piekielnie mocna 44-minutowa płyta, gdyby na tym się skończyło. Ale się nie kończy i wcale nie jest to zła wiadomość.

    Część druga także nie zawodzi. Cztery numery, ponad 41 minut, w tym dwa kilkunastominutowe kolosy i, ponownie, jedna „miniaturka”, bo za taką musi w tym towarzystwie uchodzić niespełna czterominutowe The Maypole. I znowu jest to utwór oparty częściowo na brzmieniach akustycznych, choć dużo żywszy od Stardust i jednak zawierający także kapitalną, choć oszczędną partię gitary elektrycznej. Tu jednak uwagę zwraca przede wszystkim kapitalny rytm i praca instrumentów perkusyjnych. A Pacific Sonata to niemal 16 minut obłędnie dobrego grania. Najpierw muzycy serwują nam kilka minut fantastycznego pół-akustycznego grania zahaczającego o folk i lekką psychodelię, a później pięknie to wszystko rozwijają tak, że nie sposób nie dać się wciągnąć w ten nieco sielski, rozbujany klimat.
  • Druga część to już instrumentalna jazda w progresywnym klimacie. W niczym nie ustępuje tej kompozycji drugi z długich numerów – Ship of Fools, które całość zamyka. Choć tu już charakter muzyki jest zupełnie inny. Od początku jest dość intensywnie, a mimo to całość cały czas narasta, hipnotyzując, wciągając kolejnymi powtórzeniami motywów i coraz większą mocą. Brzmi to niczym podkład do dzikiego, opętańczego tańca. I te ciepłe, głębokie brzmienia klawiszowe, zwłaszcza pod koniec! Potęga. Takiego numeru nie powstydziliby się najwięksi mistrzowie progrockowej psychodelii.

    Tym albumem panowie z Motorpsycho pokazali, że jednak da się nagrać dwupłytowe wydawnictwo, które ani na moment nie obniży poziomu. Wciąż jednak twierdzę, że takie przypadki to wielka rzadkość. Tym większe brawa dla zespołu. The Tower to 85 minut muzyki, z której naprawdę trudno byłoby coś wyciąć. To niesamowite, że przy tak częstych premierach nowych albumów, Motorpsycho wciąż utrzymują tak wysoki poziom. Ta płyta zachwyca od pierwszego odsłuchu, ale z każdym kolejnym wciąga coraz bardziej, zachwycając świetnymi melodiami połączonymi z mocą i pięknym brzmieniem. The Tower to bezsprzecznie jedno z najciekawszych rockowych wydawnictw 2017 roku, choć nie mam najmniejszych wątpliwości, że mainstreamowe media w Polsce, nawet te rockowe, kompletnie ten album zignorują.

autor: Jakub "Bizon" Michalski

tagi: MOTORPSYCHO / THE TOWER

...

patronaty



partnerzy