logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
SLOWDIVE
Warszawa, Teatr Palladium
2.10.2017
  • Na samą myśl o poniedziałku wielu z nas dostaje gęsiej skórki. Jednak okazuje się, że nie każdy początek nowego tygodnia jest taki straszny, jak go malują. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy zamiast porannej podróży do pracy pojawi się perspektywa wolnego dnia i dobrego koncertu …


    W pierwszy październikowy poniedziałek w warszawskim Palladium wystąpił Slowdive. Założony w 1989 roku brytyjski zespół cieszył się największym zainteresowaniem słuchaczy w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, u szczytu popularności nurtu zwanego shoegaze'em, reprezentowanego również między innymi przez My Bloody Valentine. W latach 1991-1995 ukazały się trzy albumy grupy, które zyskały status kultowych. Po wydaniu "Pygmalion" w 1995 roku nastały jednak dwadzieścia dwa lata studyjnego milczenia, które niespodziewanie zostało przerwane w styczniu 2017 roku. Wtedy opublikowano utwór "Star Roving", natomiast 5 maja 2017 roku ukazał się czwarty album zespołu, będący nostalgicznym powrotem do nieco zapomnianych już brzmień z czasów, gdy o smartfonach i laptopach nikt jeszcze nie słyszał.


    Naturalnym następstwem wydania płyty zatytułowanej po prostu "Slowdive" stała się jej trasa promująca, podczas której nie mogło zabraknąć polskiego przystanku. Po fenomenalnym występie zespołu na Off Festivalu w 2014 roku polski klubowy koncert był tylko kwestią czasu. Pomimo niezbyt korzystnego terminu wyprzedano prawie wszystkie bilety, a długa kolejka oczekujących fanów zaczęła ustawiać się przed wejściem już na dwie godziny przed otwarciem bram i ponad cztery przed rozpoczęciem koncertu. Klimatyczna, lecz bardzo ciasna i duszna sala warszawskiego teatru została wypełniona po brzegi. Występ angielskiej legendy lat dziewięćdziesiątych połączył pokolenia - wśród publiczności można było odnaleźć zarówno słuchaczy nieco starszych koncertowym stażem, pamiętających początki zespołu, jak i zupełnie nowych odbiorców muzyki, którzy z twórczością Rachel Goswell i jej przyjaciół zetknęli się w ostatnich latach bądź nawet miesiącach. Dla bardziej wprawionych koncertowo słuchaczy ciekawą dodatkową atrakcją była możliwość obserwowania pokoleniowych różnic w postrzeganiu sensu występów na żywo.
    Zanim, nieco po godzinie dwudziestej pierwszej, na scenie pojawił się zespół, zgromadzona publiczność została uraczona z twórczością supportującego projektu Blanck Mass, co okazało się niekoniecznie dobrym wyborem. Muzyka elektroniczna generowana z laptopa pomimo ciekawej oprawy wizualnej nie trafiła w gusta większości słuchaczy i w kontekście idei koncertu, który z założenia ma być grany na żywo, sprawiała wrażenie niezbyt śmiesznego żartu.


    Po około czterdziestu minutach ciągnących się w nieskończoność zapętlonych komputerowo motywów i krótkiej przerwie technicznej nadszedł wreszcie czas na w pełni profesjonalny, godny teatralnej sali występ.
  • W blasku subtelnego scenicznego światła popłynęły pierwsze dźwięki "Slomo" otwierającego nowy album Slowdive, a następnie najciekawsze fragmenty wszystkich czterech albumów zespołu. Przez ponad półtorej godziny piątka muzyków dawała z siebie wszystko, zgrabnie balansując pomiędzy shoegaze'owymi ścianami gitar, a dream-popowymi pejzażami, podkreślonymi przepięknie współbrzmiącymi głosami Rachel Goswell i Neila Halsteada oraz trafionymi w punkt uderzeniami perkusji. Pomimo zauważalnego upływu lat i rosnącej popularności zupełnie innej formy scenicznego wyrazu, prezentowana muzyka zabrzmiała bardzo świeżo, nie tracąc nic ze swojej mocy i oryginalności. Fantastyczne nagłośnienie i wspaniała oprawa świetlno-wizualna dodały występowi niepowtarzalnego piękna i klimatu, co usatysfakcjonowało nawet najbardziej wymagających odbiorców. Pomiędzy publicznością a artystami wytworzyła się magiczna atmosfera wręcz domowego ciepła, dzięki czemu koncertu słuchało się z prawdziwą przyjemnością.


    W bezpośrednim, po-koncertowym kontakcie Anglicy okazali się być bardzo otwartymi ludźmi, którzy cierpliwie i wytrwale pozowali do zdjęć i podpisywali płyty oraz koncertowe pamiątki, zamieniając przy okazji kilka ciepłych słów z każdym chętnym. W obecnych czasach taki szacunek do fanów jest na wagę złota. Wokalistka zapytana po występie o plany powrotu do Polski obiecała wizytę w przyszłym roku. Pozostaje mieć nadzieję, że nie były to jedynie kurtuazyjne uprzejmości, a realna obietnica kolejnego koncertu.


    fot. Tomasz Ossowski
autor: Aleksandra Olcia Wojcińska

tagi: SLOWDIVE

...

patronaty



partnerzy