logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
THE MUTE GODS
Tardigrades Will Inherit the Earth
24.02.2017
Ocena:
  • Mute Gods to w miarę nowa nazwa na rynku muzycznym. Progresywna grupa z Wielkiej Brytanii powstała w 2014 roku, a treść jej muzyki dobrze definiuje sam tytuł płyty. Niesporczaki przejmą Ziemię – to ostrzeżenie przed tym, co może się zdarzyć, gdy skłócona i wyniszczająca się ludzkość dalej będzie w tak kiepskiej kondycji (niesporczaki to żyjące w ekstremalnych warunkach mikroorganizmy). „Zachowujemy się okropnie, podejmujemy fatalne decyzje, a potem udajemy, że nie ma problemu. Jeżeli będziemy robić tak dalej, skończy się to katastrofą”, powiedział Nick Beggs, głównodowodzący projektu. W „poprzednim życiu” działał w Kajagoogoo, z czasem jednak zainteresował się bardziej ambitnymi formami muzycznego wyrazu. Znany ostatnio z zespołów Steve’a Hacketta i Stevena Wilsona muzyk dobrał dwóch kolegów o podobnych konotacjach i w ubiegłym roku wydał album Do Nothing Till You Hear From Me. Debiut nie rzucał na kolana, lecz z pewnością był wart odnotowania. Oferował proste, kameralne i nieco bezbarwne piosenki (Last Man On Earth, Nightschool For Idiots) oraz bardziej konkretne, mocne utwory (Your Dark Ideas, In The Crosshairs), a czasem nawet dwa w jednym (Mavro Capelo). Teraz Beggs i jego Mute Gods proponują kolejną dawkę solidnego, opartego na starych patentach, lecz na wskroś współczesnego rocka. Tym razem już sami, bez zaproszonych gości, jacy licznie wspomagali poprzedni krążek. I chyba dobrze…

    Beggs obiecywał, że drugi album będzie „tak wściekły jak grzechotnik, którego ogon został przytrzaśnięty drzwiami samochodowymi!”. Chyba się trochę rozpędził z tą wypowiedzią, ale i tak wyszło mu całkiem zacne dzieło. O niebo lepsze od debiutu. Tu nie chodzi o wściekłość, The Mute Gods to formacja grająca nowoczesny rock progresywny – świetnie wyprodukowany, z dużą ilością syntezatorów, różnorodnie brzmiących gitar, zmieniających się nastrojów i zaskakujących zwrotów melodycznych. Przy tym wszystkim nie zapomniano o wpadających w ucho refrenach, co czyni płytę przystępną dla tzw. zwykłego słuchacza. Innymi słowy – nie ma przerostu formy nad treścią (która przecież jest bardzo poważna, traktuje o samozniszczeniu ludzkości), co jest częstą wadą neoprogresywnych wydawnictw. Zresztą już sam początek albumu doskonale obrazuje, z czym będziemy mieć do czynienia. Patetyczne instrumentalne intro Saltatio Mortis to zaledwie przedsmak muzycznej uczty, bowiem zaraz potem Animal Army atakuje słuchacza ostrymi riffami, które łagodzi śpiew Beggsa. Singlowy We Can’t Carry On z narracją Nicka i ciekawie brzmiącymi pogłosami, dobrą melodią i przebojowym refrenem to wzór dla rockowych hitów ze znakiem jakości. Kapitalny utwór. Pokręcony melodycznie The Dumbing Of The Stupid jest jeszcze mocniejszy, coś w stylu Dream Theater, a finałowa partia gitar ociera się o cytowaną wściekłość.
  • Klimatyczny Early Warning daje nieco wytchnienia, lecz tytułowy Tardigrades Will Inherit the Earth to już prosta żywiołowa piosenka, która byłaby ozdobą playlisty każdej stacji rockowej. I tak właśnie prezentuje się drugi album The Mute Gods. Anglicy nie są tu bogami ciszy (mute to z angielskiego niemowa), dają ostro do pieca i w tych fragmentach są naprawdę mocarni, niemniej te lżejsze piosenki też wypadają świetnie. O ile zamykająca krążek, napisana przez Beggsa dla żony, celebrująca miłość Stranger Than Fiction nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia (ot taka nijaka melodyjka – jeśli zachwyca, to raczej ciepłym przesłaniem, w tym pesymistycznym zestawie to bowiem jedyne nagranie dające nadzieję); o tyle najdłuższa w zestawie kompozycja The Singing Fish of Batticaloa o „śpiewających rybach” na Sri Lance, które tutaj swym głosem ostrzegają człowieka przed upadkiem, urzeka nie tylko melodią (polecam zwłaszcza środkową partię instrumentalną), lecz także udostępnionym przez BBC autentycznym odgłosem tych ryb.

    Tardigrades Will Inherit the Earth to bardzo udane, wielobarwne wydawnictwo. Właściwie od strony muzycznej nie ma tu niczego odkrywczego, ale czerpanie z dobrych wzorców ujmy nie przynosi, gdy ktoś umie to robić i przekuwać w nową jakość. Materiał jest równy, bez słabych punktów i typowych wypełniaczy, dobrze zagrany, pełen wpadających w ucho melodii, które stoją w równowadze z wirtuozerskimi popisami trzech muzyków, ale nieco kłócą się z posępną wymową tekstów. Płyta zyskuje z każdym kolejnym odsłuchem, wtedy wychwycamy niuanse i drobne smaczki skrzętnie ukryte pod płaszczykiem prostych refrenów. I na tym polega cała zabawa.

autor: Sławek Orski

tagi: THE MUTE GODS / NICK BEGGS / MARCO MINNEMANN / ROGER KING

...

patronaty



partnerzy