logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
ULVER
Gdańsk, Klub B90
26.11.2017
  • Trzy listopadowe koncerty Ulver to jedne z najbardziej wyczekiwanych tegorocznych muzycznych wydarzeń w Polsce. Od ostatniej wizyty norweskich "Wilków" w naszym kraju minęły trzy lata - w 2014 roku gdański klub B90 był jednym z dwunastu miejsc, w których zespół postanowił zarejestrować materiał na eksperymentalny, post-rockowo - ambientowy album "ATGCLVLSSCAP". 26.11.2017 Norwegowie powrócili do Trójmiasta w zupełnie nowej odsłonie, by zaprezentować na żywo dwa ostatnie, spójne koncepcyjnie wydawnictwa - album długogrający oraz towarzyszącą mu EPkę.


    Kolektyw pod dowództwem Kristoffera "Garma" Rygga w pełni zasługuje na miano eksperymentalnego. Każdy kolejny album grupy jest zaskoczeniem dla słuchaczy i jego zawartość staje się obiektem długich dyskusji. Wydany w kwietniu tego roku "The Assassination of Julius Caesar" to zwrot w kierunku synth-popowych dźwięków, przywodzących na myśl muzykę lat osiemdziesiątych, który wzbudził olbrzymie zainteresowanie nie tylko wśród fanów zespołu i słuchaczy-odkrywców, lecz także sympatyków Depeche Mode i pokrewnych brzmień. Krytycy natomiast zaczęli żartować, że Ulver nagrał lepszą płytę niż ulubieńcy masowej publiczności.


    Trasa promująca ostatnie dzieło zespołu to świetlno-dźwiękowe widowisko na najwyższym możliwym poziomie, spójne i przemyślane od początku do końca. Zapierający dech w piesiach laserowy pokaz towarzyszący wykonywanym utworom z pewnością pozostanie w pamięci obecnych w B90 na długo. Tak doskonałych świateł perfekcyjnie zgranych z muzyką, a do tego tworzących nieprawdopodobne przestrzenne figury nie ma prawdopodobnie żaden inny zespół na świecie. Różnokolorowe lasery rysowały na ekranie umieszczonym z tyłu sceny idealnie pasujące do dźwięków wizualizacje, a pokrywający promienie światła dym tworzył nad głowami muzyków wielobarwną imitację nieba. Z racji tego, że muzycy woleli pozostać w cieniu i skupić uwagę widzów wyłącznie na prezentowanej sztuce, zrezygnowano z przedniego oświetlenia sceny, dzięki czemu został osiągnięty zamierzony efekt, którego nie są w stanie oddać żadne zdjęcia, czy nagrane podczas występu filmiki.


    Muzycznie występ był równie perfekcyjny jak pod względem wizualnym. Spektakl zespołu poprzedził solowy popis Stiana Westerhusa, który zaprezentował niecodzienne umiejętności gry na gitarze smyczkiem oraz zaskakujące możliwości swoich efektów gitarowych. Po dwudziestu minutach eksperymentów, do gitarzysty płynnie dołączyła reszta "Wilków". Wraz z Garmem, poza mikrofonem obsługującym tego wieczoru elektroniczną perkusję i tamburyn, na scenie pojawili się dwaj perkusiści - jeden grający na klasycznym zestawie, drugi na bębnach i instrumentach towarzyszących, klawiszowiec oraz operator laptopa.


    Ulver zaprezentował doskonały przykład na to, jak powinna brzmieć muzyka elektroniczna na żywo, prezentując maksimum możliwości tej formy muzycznego wyrazu.
  • Lider zespołu, utwór po utworze czarował swoim głębokim głosem, a towarzyszący mu muzycy wydobywali ze swoich instrumentów trafione w punkt dźwięki, hipnotyzujące publiczność, która odbierała płynący ze sceny przekaz w dwojaki sposób - jedni poddali się transowemu tańcowi, inni zaś stali nieruchomo i całkowicie zahipnotyzowani podziwiali magiczny spektakl. W sumie zaprezentowanych zostało jedenaście utworów - wszystkie osiem kompozycji z najnowszej płyty, w nowych aranżacjach oraz świeża, listopadowa EPka "Sic Transit Gloria Mundi", nawiązująca tematycznie i muzycznie do kwietniowego albumu.


    Ze względu na koncepcyjną kompletność występu niezwykle trudno jest wyróżnić któryś z jego fragmentów. Mnie osobiście najbardziej ujęły trzy momenty - koncertowa wersja ulubionego "So Falls The World", który z melancholijnego wstępu rozwinął się w cudownie płynący refren i zwariowaną taneczną końcówkę, transowa jazda bez trzymanki w kończącym podstawowy set "Coming Home" oraz czarujące wykonanie na bis coveru "The Power Of Love" z repertuaru Frankie Goes to Hollywood, podczas którego niesamowite wrażenie robiły czerwone, ciepłe światła zalewające scenę.


    Jeśli ktoś spodziewał się interakcji muzyków z publicznością, spotkał go srogi zawód. Kilka słów podziękowania, drobny bis, będący właściwie częścią widowiska oraz oszczędne ukłony po wykonaniu całości programu musiały zadowolić fanów. Nie było także pokoncertowych rozmów oraz autografów, co akurat w przypadku tego zespołu zupełnie nie zaskakuje.


    Każdy, kto zjawił się w niedzielny wieczór w B90 miał możliwość uczestniczyć w jedynym w swoim rodzaju wydarzeniu, dzięki czemu mógł poczuć się wyjątkowy. Podczas kolejnej trasy koncertowej (o ile taka się odbędzie) z pewnością zostanie zaprezentowane zupełnie nowe widowisko, mające swój dopracowany do perfekcji scenariusz i będące skrajnie odmiennym, nietuzinkowym muzycznym doświadczeniem.
autor: Aleksandra Olcia Wojcińska

tagi: ULVER

...

patronaty



partnerzy