logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
JAZZ BAND MŁYNARSKI MASECKI
Noc w wielkim mieście
17.11.2017
  • Zetknąłem się z tą płytą, można rzec, przypadkowo. Chociaż twierdzę, że w życiu nie ma przypadków, ale dla podniesienia tajemniczości tej historii przyjmijmy, że tak właśnie było. No więc jedziemy sobie z znajomą grupą muzyczną furgonem na koncert. Z braku muzyki na nośnikach cede słuchamy, (tak!) radia. No i tak skaczemy po różnych stacjach, tu i ówdzie zatrzymując się, lub szybko zmykając. Jest głośno i wesoło. W pewnym momencie kolega z tyłu, słysząc zaczynającą się melodię, krzyczy: „Cisza! Głośniej!”. Momentalnie robi się spokojniej a potencjometr zostaje przekręcony w prawo. Melodia brzmi kapitalnie nawet z głośników samochodowych. Pada pytanie – „Co to?”. Szybka odpowiedź: „Masecki Młynarski Jazz Band”. Już wiedziałem, że muszę ją mieć.

    Zaraz, zaraz, Młynarski? Tak, Młynarski. Jan Emil Młynarski. Syn Wojciecha. Znany z pasji do wykonywania starych melodii. Chociażby z kapeli Warszawskie Combo Taneczne. Człowiek o nieprzeciętnym intelekcie i multiinstrumentalista. Co mogło się stać, kiedy połączył siły z Marcinem Maseckim, jednym z najwybitniejszych pianistów młodego pokolenia? Zdarzyła się po prostu eksplozja.
    Powstała płyta z miłości do przedwojennych losów muzyki w Polsce. Nie ma tu jednak mowy o żadnym odgrzewaniu czy graniu pastiszu. Wszystko potraktowane jest jak najbardziej serio. Do niebanalnych tekstów i niecodziennej muzyki dodano szczerość i kapitalne aranżacje. Kompozycje brzmią jeszcze pełniej, a przez co mocniej trafiają do świadomości słuchacza. Nie każdy chyba kojarzy muzykę z lat trzydziestych, ale kto teraz ma chęci, żeby sobie ją przypominać? Właśnie z pasji do tamtych czasów powstał ten album. Świetne, jazzowe łamańce, utwory taneczne, czego chcieć więcej? Jak bogata to intelektualnie uczta dla umysłu! Na tle teraźniejszych propozycji nie ma siły, żeby „Noc w wielkim mieście” nie odniosła sukcesu. A jeszcze gdy gra tak sprawna orkiestra, jak Jazz Band Młynarski Masecki, można być spokojnym o perfekcyjne wykonanie.

    Słuchając tego albumu mam wrażenie, że brzmi on jak stary film. Taki trzęsący się, czarnobiały, z wielkich szpul. Wyświetlany na prześcieradle u dziadków na strychu. Do tego przygotowana przez babcię lemoniada i ciastka z dziurką. Siedzę pod kocem współczesności, oglądam i ocieram łzę. Fajnie jest czasem ją uronić, tym bardziej, że świat coraz rzadziej daje nam taką możliwość...

autor: Adam Widełka

tagi: JAZZ BAND MŁYNARSKI MASECKI

...

patronaty



partnerzy