logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
M8N
The ULSSS
19.01.2018
Ocena:
  • W życiu każdego człowieka czasem pojawia się potrzeba zmiany i nie ma absolutnie żadnych wytycznych, który termin jest najlepszym z możliwych, by tego dokonać - jedni postępują zupełnie spontanicznie, nie patrząc w kalendarz, niektórzy starają się realizować postanowienia noworoczne, jeszcze inni, jak chociażby Miron Grzegorkiewicz wybierają ważne daty. Multiinstrumentalista i producent, muzyk znany z projektów Daktari, How How oraz JAAA! w roku swoich trzydziestych urodzin poczuł chęć realizacji osobistego projektu i powołał do życia M8N.

    Zapytany przez Jarosława Kowala z Soundrive.pl o powód takiego działania przyznał, że kierowała nim przede wszystkim potrzeba własnej satysfakcji i spełnienia artystycznego. To najbardziej skomplikowane z dotychczasowych przedsięwzięć artysty, które wymagało ogromnego nakładu twórczej energii i straciłoby szansę powodzenia, gdyby nie zaangażowanie współpracowników. Aby zapewnić najwyższą jakość i pełnię twórczej wolności "The ULSSS" ukazał się nakładem niezależnej wytwórni Sadki Rec. Forma wydawnictwa jest nietypowa - płyty pakowane są w drewniane skrzyneczki projektu Pawła Nowackiego, ozdobione ośmioma różnymi kolażami, obrazującymi poszczególne tytuły utworów, które wykonała Anna Kamecka, a każdy album nosi swój indywidualny numer. To prawdziwa gratka dla kolekcjonerów!
    Zarówno nazwę projektu Grzegorkiewicza, jak i tytuł albumu przepełnia symbolika pozostawiająca dowolność interpretacji. M8N to tak naprawdę "m∞n" (czytany "moon"), przywołujący skojarzenia z nocą, pełnią księżyca, czy kulą postrzeganą jako bryła idealna, lecz także pętlą albo przestrzenią. Nie bez znaczenia jest też ósemka w nazwie - osiem kolejnych kompozycji publikowane było w sieci od marca do października, ósmego dnia każdego z miesięcy. Cyfra ta jest też w dacie urodzin Mirona, a tym samym w terminie ukazania się albumu. Natomiast w nazwie projektu pojawia się dlatego, że ze względu na ograniczenia serwerów jest po prostu odwróceniem znaku nieskończoności. Dopełniając całości dodam jeszcze tylko, że tytuł płyty "The ULSSS" odnosi się do imienia wędrowca, którego można porównać do Ulissesa, bohatera książek Joyce'a oraz mitycznego Odyseusza.

    Album wymyka się gatunkowym klasyfikacjom, ponieważ łączy elementy elektroniki z gitarowymi pasażami, dźwiękowymi eksperymentami i muzyczną wyobraźnią przywodzącą na myśl dokonania Sigur Ros, co autor określa jako muzykę elektroakustyczną. Klawiszowo-komputerowym pejzażom towarzyszą tu żywe instrumenty - gitary, skrzypce, perkusja, kontrabas oraz… saksofon tenorowy, który słyszymy w utworze ósmym. Wyjątkowości kompozycjom dodaje charakterystyczny, intrygujący i nie pozwalający o sobie zapomnieć wokal Mirona, budzący skojarzenia ze sposobem ekspresji Jonsiego i Thoma Yorke'a, którego w utworze piątym i dziewiątym wspierają odpowiednio Kinga Majewska oraz Pete Simonelli, będący ponadto autorem tekstu monologu z przedostatniego utworu na płycie.


  • "The ULSSS" to dziesięć kompozycji tworzących spójną muzyczno-liryczną całość. Kolejne utwory ułożone zostały tak, że każdy poprzedzający stanowi fabularną podstawę następującego po nim. Pomimo, że powstawały na przestrzeni dziesięciu lat, Grzegorkiewicz niektóre nagrania komponował w ciągu ostatnich miesięcy, publikując je systematycznie, gdyż każde następne stanowiło kontynuację muzycznego pomysłu z poprzedniego. Dobrym określeniem zawartości albumu, ze względu na opowiadaną na nim historię, jest elektronika konceptualna.

    Bohater albumu - wędrowiec, w kolejnych kompozycjach odbywa metafizyczną podróż w głąb własnych wspomnień i przeżyć, które zakorzeniły się w jego sercu. Poruszając się w labiryncie myśli odkrywa kawałek po kawałku świat wyobraźni i próbuje zgłębić tajemnicę ludzkiego życia. To wielowymiarowa, nostalgiczna opowieść o człowieku, jego przeżyciach i emocjach, momentami przenosząca w barwny, bajkowy świat dzieciństwa, innym razem zaś mroczna i pełna niepokoju.

    W porównaniu z twórczością macierzystego zespołu artysty, JAAA!, jest tu zdecydowanie mniej tanecznej, przebojowej elektroniki. Przeważają natomiast ambientowe, nieco senne pejzaże, wprowadzające słuchacza w stan hipnozy, z którego co jakiś czas wybudza go improwizacja. Album jest równy od początku do końca i ciężko wskazać na nim momenty wyróżniające się. Najbliższa stylistyce JAAA! jest ostatnia singlowa, bardzo melodyjna kompozycja "Veins", budząca muzyczne skojarzenia z bajkowym "Spook". Pierwsze minuty albumu wypełniają przede wszystkim psychodeliczne transowe eksperymenty, doskonale ubarwione dźwiękami kapiącej wody czy otwieranych drzwi. Z utworu na utwór narasta intensywność emocjonalnych, szczerych wyznań, osiągając kulminację w czwartym "Before The Eyes", gdzie wokalista śpiewa po polsku. Dalsza część albumu czaruje klimatycznym, bardzo intymnym "Night", bujającym, klubowym "Digging", niezwykle ciepłym "Hidden Kingdom", zaskakującym partią saksofonu tenorowego "After The Storm" oraz monologiem o kondycji współczesnego świata w przedostatnim "We Are Surprising No One" i wieńczącym dzieło wspomnianym singlem.

    Według Grzegorkiewicza "Polska to trudny kraj dla muzyki poszukującej." Nie sposób nie przyznać mu racji choćby ze względu na fakt, że większość naszych rodaków najchętniej sięga po kojarzące się z kiczem disco polo oraz rozrywkę oferowaną przez komercyjne rozgłośnie, nastawioną na zadowolenie "statystycznego" słuchacza, która łatwo wpada w ucho i jest świetnym towarzyszem codziennych obowiązków. Artysta dodaje również, że "rzadko można przeczytać recenzje, w których ktoś ciekawie podchodzi do muzyki".
  • Może chociaż ten tekst da odrobinę nadziei na to, że jest jednak grupa wrażliwców, dla których ten album będzie miał znaczenie i otworzy przed nimi nowe horyzonty… Tak wszechstronny twórca z przebogatą muzyczną wyobraźnią zasługuje na najwyższy szacunek słuchaczy i to wcale nie ten wyrażony liczbą polubień na portalach społecznościowych.

autor: Aleksandra Olcia Wojcińska

tagi: M8N / MIRON GRZEGORKIEWICZ / JAAA!

...

patronaty



partnerzy