logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
GLEB KOLYADIN
Gleb Kolyadin
2.03.2018
Ocena:
  • To "największy pianista, jakiego spotkałem w życiu", stwierdził Daniel Cavanagh, jeden z założycieli Anathemy. Wychwalają go także Nick Beggs i Steve Hogarth. Gleb Kolyadin, rosyjski pianista, który wraz z wokalistką Marjaną Semkiną tworzy duet Iamthemorning, postanowił zaprezentować swój autorski solowy album, który zachwyca wirtuozerią, kompozytorskimi pomysłami oraz obecnością znakomitych gości.

    Wydawanie własnych płyt przez członków zespołów, którzy nie są ich liderami to zawsze ryzyko. Pierwsze pytanie, które przychodziło na myśl po przeczytaniu zapowiedzi to jak słuchacze przyjmą brak charyzmatycznej wokalistki? W tym przypadku wszelkie obawy i wątpliwości okazały się bezpodstawne. Trzy fantastyczne albumy duetu, na których dominował zwiewny głos Marjany wyśpiewującej niewesołe teksty przy fortepianowym akompaniamencie Gleba zapewniły Iamthemorning sympatię fanów na całym świecie, a także uznanie gwiazd rocka progresywnego, takich jak Riverside czy Gazpacho, z którymi zespół miał przyjemność występować na jednej scenie podczas ich tras koncertowych. Szacunek artystów dla twórczości duetu oraz przyjaźń międzyzespołowa sprawiły, że wielcy muzycy z chęcią podjęli się współpracy przy solowej płycie Gleba, dodając klasycznym fortepianowym pejzażom dynamiki i oryginalności. To wyjątkowe wydawnictwo, mieniące się paletą muzycznych barw, łączące elementy muzyki klasycznej i jazzu z rockową energią i balladową melodyjnością.

    Album wyprodukował i zmiksował stały współpracownik Iamthemorning, Vlad Avy, który zagrał w kilku kompozycjach na gitarze elektrycznej, wzbogacając je fantastycznymi solówkami. Inżynier dźwięku otwiera bogatą listę gości, która już po przeczytaniu samych nazwisk zapiera dech. Na płycie słyszymy popisy współpracowników Stevena Wilsona - basowe pasaże Nicka Beggsa, baśniowe dźwięki fletu Theo Travisa, a także doskonałe partie perkusji Gavina Harrissona. Co więcej, swoich nieprzeciętnych zdolności użycza tu klawiszowiec Dream Theater - Jordan Rudess oraz wokaliści - doskonale znany fanom rocka progresywnego Steve Hogarth, a także obdarzony niezwykłą wrażliwością Mick Moss z Antimatter. Co ciekawe, muzycy nie spotkali się razem w studiu - każdy z nich nagrywał swoją partię oddzielnie. Cały skomplikowany proces rozpoczął Gleb rejestrując partię fortepianu w znanym studiu Mosfilm, a następnie swoje cegiełki dokładali kolejni artyści, tworząc wielowarstwowe kompozycje, których dobrze słucha się od początku do końca, krok po kroku odkrywając ich potencjał.

    Solowe wydawnictwo Gleba Kolyadina jest muzyczną podróżą w głąb duszy artysty, który odkrywa przed słuchaczami jej najgłębsze zakamarki. To opowieść złożona z dwóch części, opisująca poszukiwanie mistycznej krainy czarów i poznawanie jej tajemnic, jednak w metaforycznym odniesieniu do odkrywania tajników ludzkiej natury.
  • Dzieło rozpoczyna się od fortepianowego "Insight", w którym wyraźnie słychać kompozytorski talent i klasyczne wykształcenie pianisty. To przepiękny wstęp do wędrówki prowadzącej do muzycznego świata marzeń. Do fortepianowego pasażu po chwili dołączają podkreślające rytm perkusyjne uderzenia i początkowy spacer zmienia się w pełen niepokoju bieg, zaznaczony wyraźnie zwariowaną klawiszową solówką. Wisienką na torcie jest tu natomiast saksofonowy popis Theo Travisa.
    Taka mnogość wrażeń już na samym wstępie zwiastuje naprawdę niezwykłe wydawnictwo. Za brzmienie perkusji na całej płycie odpowiedzialny jest wspomniany już Gavin Harrisson, który jak nikt inny potrafi trafić w punkt i w swojej grze oddać pełną emocjonalność kompozycji. W połączeniu z klasycznymi fortepianowymi melodiami powstają niezwykłe pejzaże, do których chce się wielokrotnie wracać, by móc przebywać w muzycznym niebie. W dalszej części płyty robi się jeszcze ciekawiej. W "Astral Architecture" swoim głębokim głosem porusza Mick Moss, który jest autorem tekstu kompozycji. Instrumentalnie wtórują mu Kolyadin, Harrisson oraz Avy, który czaruje przepiękną melodią zagraną na gitarze elektrycznej. Baśniowy klimat i lekkość kompozycji słyszalna jest także w kolejnej fortepianowej balladzie, "White Dawn".

    Jednym z charakterystycznych elementów albumu jest płynność motywów i łączenie się kompozycji. "Kaleidoscope" to kontynuacja poprzedzającego go utworu, jednak w bardziej dynamicznej i radosnej formie. Jazzująca melodia mieni się paletą barw i odcieni, pośród których wyróżnia się dialog perkusji i fortepianu, anielska tajemnicza wokaliza oraz piękna partia fletu.

    Połączone są także trzy następne kompozycje. "Eidolon" rozpoczyna się od znanego z nagrań Iamthemorning motywu, którego dynamika zmienia się w "Into The Void", wprowadzającym słuchacza w krainę czarów dzięki partii fletu i wyjątkowej grze Harrissona. "The Room" odkrywa jej niezwykłe zakamarki, gdzie rywalizację na solówki toczą Kolyadin i Travis.

    "Confluence" błyszczy transowością przypominającą tę znaną z dokonań Stevena Wilsona. Po cichutkim, delikatnym wstępie na fortepianie z oddali wyłania się tajemniczy szept samego Steve'a Hogartha, który napisał słowa do utworu. Kompozycja przez dziesięć minut zwiewnie dryfuje i przenosi słuchaczy w świat marzeń, pozwalając oderwać się od rzeczywistości. W "Constellation/The Bell" nie ma mowy o powrocie na ziemię - ten znakomity muzyczny temat pozwala podziwiać piękno niebiańskich dźwiękowych krajobrazów. Melodia płynnie przechodzi w "Echo", w którym stopniowo narasta napięcie i dynamika, dzięki kolejnym doskonałym dialogom fortepianu Gleba i perkusji Gavina.


  • Wirtuozeria muzyków słyszalna jest także w kolejnym "Penrose Stairs". Po nim następuje fenomenalne zakończenie, w którym słuchacz dowiaduje się, że kraina czarów została ostatecznie odnaleziona. "Storyteller" zawiera cytat z twórczości Lewisa Carolla, który niczym zaklęcie wypowiada Ole Irenaeus Wierod. To także moment, w którym można podziwiać jedyny w swoim rodzaju klawiszowy pojedynek Kolyadina z Jordanem Rudessem. Zwieńczeniem albumu jest natomiast fantastyczna ballada zaśpiewana przez Steve'a Hogatha, która przepięknie podsumowuje całą muzyczną wędrówkę.

    Po około trzech minutach ostatniego utworu nagle zapada cisza, po której jedynym logicznym rozwiązaniem jest ponowne odtworzenie albumu i powrócenie do krainy czarów. Przecież nikt po takich muzycznych wrażeniach nie chciałby wracać do rzeczywistości…

autor: Aleksandra Olcia Wojcińska

tagi: GLEB KOLYADIN / IAMTHEMORNING

...

patronaty



partnerzy