logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
INO-ROCK FESTIVAL 2018
Inowrocław, Teatr Letni
25.08.2018


  • Ostatni weekend wakacji dla fanów progresywnego rocka jak co roku upłynął pod znakiem festiwalu Ino Rock, organizowanego wspólnie przez Wydawnictwo Rock Serwis i Kujawskie Centrum Kultury. Już po raz jedenasty wielbiciele muzycznych pejzaży spotkali się w Teatrze Letnim, zlokalizowanym nieopodal inowrocławskich Tężni Solankowych.

    Jak pisałam w ubiegłorocznej relacji z tego wyjątkowego wydarzenia kto przyjedzie na Ino-Rocka raz, ten z pewnością zjawi się tam ponownie i będzie odwiedzał ten festiwal regularnie. Nie inaczej było i tym razem – wśród publiczności można było spotkać znajome twarze stałych bywalców festiwalu, serdecznych i uśmiechniętych, celebrujących wspólne muzyczne święto.

    Tym razem Ino-Rock upłynął pod znakiem rywalizacji polsko-norweskiej. Po raz pierwszy w historii imprezy zagraniczni wykonawcy byli przedstawicielami tylko jednego kraju – do polskich grup Hipgnosis i Amarok dołączyli gitarzysta Airbag, Bjørn Riis z przyjaciółmi, ubiegłoroczne odkrycie dziennikarzy radia rockserwis.fm – Soup oraz dobrze znany polskim fanom sekstet Gazpacho.

    Bramy Teatru Letniego zostały otwarte punktualnie o godzinie szesnastej. Jak co roku występy artystów poprzedzały zapowiedzi sympatycznego prowadzącego Czwartkowy Czart w rockserwis.fm Marka Anioła, który świetnie odnajduje się w roli konferansjera.

    Jak zwykle także nagłośnienie wszystkich pięciu występów pozostawało bez zarzutu. Dźwięk wydobywający się z głośników był czysty i selektywny, a poziom decybeli pozwalał na czerpanie przyjemności z słuchania w dowolnym punkcie terenu festiwalowego – czy to pod samą sceną, czy też daleko z tyłu w strefie gastronomicznej. Drobne problemy techniczne na początku występu Gazpacho udało się szybko opanować.

    Koncertowy maraton otworzył występ Hipgnosis. Jak wspominałam w biografii grupy, twórczości tego krakowskiego zespołu założonego przed czternastoma laty nie sposób jednoznacznie przypisać do konkretnego gatunku. To dźwiękowa wypadkowa inspiracji różnymi kulturami i otaczającymi muzyków brzmieniami, przenosząca słuchaczy w inny wymiar czasoprzestrzeni i zmuszająca do nieszablonowego myślenia. Post metal łączył się tu z elektronicznymi pasażami i gilmourowskimi gitarami. Nad wielowarstwową muzyką górował głos Ani Batko, którą w niektórych fragmentach wspierał growlujący Przemek Nodzeński. Sekcją rytmiczną dowodził zaś znany z audycji „3600 sekund” w rockserwis.fm Sławek Ziemisławski.

  • Muzycy stworzyli niespełna godzinny, bardzo ciekawy dźwiękowy spektakl, któremu brakowało nieco mrocznej atmosfery – tego rodzaju brzmienia lepiej niż w festiwalowej przestrzeni sprawdzają się w kameralnych klubach. Słuchacze przyjęli jednak zespół bardzo ciepło.

    Jako drugi na scenie Teatru Letniego zameldował się zespół Amarok dowodzony przez multiinstrumentalistę i kompozytora Michała Wojtasa. Pomimo równie wczesnej co Hipgnosis pory koncertu muzykom udało się zaczarować publiczność połączeniem progresywnych pejzaży inspirowanych twórczością Pink Floyd i Mike’a Oldfielda ze szczyptą elektroniki, folku i orientu.

    Około godzinny set wypełniły kompozycje z ubiegłorocznego „Hunt” (recenzja) oraz zamykającego pierwszą trylogię zespołu albumu „Metanoia”. Jak pisałam w relacji z koncertu na Warsaw Prog Days Michał Wojtas obdarzony jest bardzo ciepłym głosem o miękkiej barwie, niezwykłą muzyczną wrażliwością i zasługującymi na szacunek zdolnościami technicznymi. Muzyk co rusz zaskakiwał zgromadzonych improwizacjami na gitarze, a także umiejętnością gry na nietypowych dla muzyki rockowej instrumentach jak fisharmonia i theremin. Tym razem zespół wystąpił w nieco zmienionym w stosunku do lutowego koncertu składzie – klawiszowca Macieja Caputę zastąpił Michał Kirmuć, który na co dzień jest gitarzystą zespołu Collage. Na instrumentach perkusyjnych zagrała żona Michała, Marta Wojtas, na perkusji improwizował Paweł Kowalski, a na basie Konrad Pajek, który fantastycznie poradził sobie także z zastąpieniem wokalnym Mariusza Dudy w „Idyll” i Colina Bassa w „Nuke”.

    Gdy nad amfiteatrem zapadał zmrok, norweską muzyczną sztafetę zapoczątkował Bjørn Riis. Gitarzysta Airbag przyjechał do Inowrocławia, aby promować swoją solową twórczość, a przede wszystkim wydaną w lutym EPkę „Coming Home” (recenzja), będącą suplementem do albumu „Forever Comes To An End”. Nie zabrakło także kompozycji z repertuaru macierzystej formacji artysty. Na kilka dni przed festiwalem jego występ stanął pod znakiem zapytania – facebook’ową społeczność obiegła wieść o śmierci matki gitarzysty. Mimo rodzinnej tragedii muzyk jednak zdecydował się wystąpić i stanął na wysokości zadania, za co należy mu się największy podziw. Zadedykował zmarłej poruszającą kompozycję „Where Are You Now”, podczas wykonywania której łamał mu się głos. Publiczność zgotowała gitarzyście i towarzyszącym mu muzykom gorące przyjęcie. Artyści zagrali równy, solidny półtoragodzinny set wypełniony melancholijnymi pejzażami i rockową energią.

  • Soup to projekt multiinstumentalisty Erlenda Vikena, który od kilku lat jest kwintetem. Norwegowie odwiedzili Polskę po raz pierwszy i z pewnością nie ostatni. Wielu uczestników Ino-Rocka przyjechało na festiwal właśnie dla nich, co wyraźnie dało się odczuć podczas ich występu - najlepszego tego dnia w Teatrze Letnim i zdecydowanie za krótkiego.

    Klimatyczne oświetlenie, wyświetlająca się na ekranie doskonała okładka albumu „Remedies” autorstwa współpracownika Stevena Wilsona Lasse Hoile, rewelacyjne budowanie napięcia, ujmująca wręcz skromność lidera schowanego za zestawem instrumentów klawiszowych i szczere wzruszenie muzyków - wszystko to było jedynie dodatkiem do dźwięków, które na nieco ponad godzinę wypełniły inowrocławski amfiteatr.

    O samej muzyce można by pisać tutaj godzinami, gdyż wymyka się gatunkowym klasyfikacjom. Jak pisałam w podsumowaniu roku 2017, Viken posiada niesamowite zdolności łączenia ze sobą nieoczywistych dźwięków, składających się na barwne pejzaże, przenoszące słuchaczy w świat marzeń i snów. Tak też brzmiał ten występ, który wypełniły post rockowe ściany dźwięku, progresywno-psychodeliczne odloty, odrobina przebojowości i fantastyczny głos wokalisty.

    Na finał i tak już bardzo intensywnego wieczoru inorockową publiczność mieszanką gilmourowskiej melacholii i ciekawych opowieści uraczyli muzycy Gazpacho. Podczas swojego dwunastego występu w Polsce sesktet z Oslo zaprezentował nagrania z ukochanych przez fanów albumów „Night”, „March Of Ghosts” i „Tick Tock” oraz najnowszego wydawnictwa „Soyuz”, które zainspirował tragiczny lot radzieckiego statku kosmicznego Sojuz 1 (więcej na temat płyty przeczytasz tutaj). Z niebanalnymi dźwiękami, w których oprócz perkusyjnych galopad, klawiszowych pasaży i gitarowo - basowej energii rozbrzmiewały skrzypce i mandolina fantastycznie współgrały dopasowane światła i bardzo ciekawe wizualizacje.

    Jedenasta edycja festiwalu, mimo, że nie jubileuszowa, poza wspaniałymi koncertami, była wyjątkowa jeszcze z dwóch powodów – po pierwsze był to bodaj pierwszy w historii Ino-Rock, podczas którego pojawiły się krople deszczu, a po drugie dla głównego sprawcy festiwalowego zamieszania, cenionego radiowego redaktora i szefa wydawnictwa Rock-Serwis Piotra Kosińskiego przyjaciele i współpracownicy przygotowali niespodziankę w postaci ceremonii oficjalnych podziękowań za organizację koncertów na scenie – wzruszony i zaskoczony promotor z pewnością zapamięta ten moment na długo.

  • Zapraszam także do obejrzenia galerii zdjęć z festiwalu autorstwa Tomasza Ossowskiego:

    1. Hipgnosis
    2. Amarok
    3. Bjørn Riis Band
    4. Soup
    5. Gazpacho

    Oryginał tekstu pochodzi ze strony: https://miedzyuchemamozgiem.blogspot.com/.
autor: Aleksandra Olcia Wojcińska

tagi: INO-ROCK FESTIVAL 2018

...

patronaty



partnerzy