logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
BILLY F GIBBONS
The Big Bad Blues
21.09.2018
  • Trzy lata temu Billy Gibbons zdecydował się na krok dość nieoczekiwany i w wieku 66 lat wydał swoją pierwsza płytę solową. Płytę momentami zaskakującą jak sama decyzja, by ją wydać, bo łączącą klimaty, z którymi brodacza z ZZ Top kojarzymy najbardziej, z brzmieniami nowoczesnymi, nawet tanecznymi, okraszonymi w dodatku równie nowoczesnymi smaczkami produkcyjnymi. Efekt końcowy był dość kontrowersyjny i trudny do jednoznacznej oceny, ale na pewno nie była to płyta nudna i przewidywalna. Na swoim drugim krążku Gibbons zmienia jednak kurs i przy pomocy paru kumpli (w tym Matta Soruma znanego z The Cult i Guns n’ Roses oraz muzyków, którzy pojawili się już na Perfectamundo) serwuje płytę dokładnie taką, jakiej można by oczekiwać po tytule – The Big Bad Blues.

    Tu już raczej niespodzianek nie ma co się spodziewać. The Big Bad Blues to 11 numerów zagranych dokładnie w takim stylu, do jakiego lider ZZ Top nas przyzwyczaił. Bez nadmiaru nowoczesnych efektów nałożonych na wokal (pojawiają się, ale na pewno nie aż tak ostentacyjnie i często jak na poprzedniczce), bez eksperymentów z rytmami latynoskimi – po prostu 11 prostych, bluesowych numerów. Część z nich to kompozycje autorskie, część to covery utworów wykonywanych przez największych klasyków amerykańskiego bluesa sprzed wielu dekad. Szczerze mówiąc, bez znajomości tematu trudno rozróżnić te dwie grupy, bo wszystkie numery brzmią po prostu jak „klasyczny blues grany przez gościa z ZZ Top”. Nie wpływa to może szczególnie korzystnie na różnorodność materiału, ale w sumie bardzo mi to nie przeszkadza, skoro płyta trwa 40 minut.

    Już po pierwszych dźwiękach otwierającego album Missin’ Yo’ Kissin’ można na sto procent postawić, że to Gibbons, choć akurat ten numer napisała jego żona. Szkoda tylko, że panowie nie pociągnęli tego trochę i nie poimprowizowali. Zamiast paru minut instrumentalnej zabawy mamy dość szybkie wyciszenie. To zresztą trochę mnie dziwi, bo przecież blues to muzyka wręcz stworzona do kombinacji, improwizacji, modyfikacji… Ale to zazwyczaj na scenie, a tu przeważnie mamy „blues w wersji studyjnej”, w którym miejsca na te szaleństwa jest jakby mniej i zazwyczaj wszystko dość szybko zmierza do finału, choć przecież gdyby ta płyta trwała z pięć minut dłużej, to świat by się nie zawalił. W kolejnych numerach dostajemy wszystko to, czego można się spodziewać po takim krążku. Kapitalną harmonijkę uzupełniającą wokal w My Baby She Rocks, powolne stare bluesidło w Standing Around Crying (autorstwa legendarnego Muddy’ego Watersa), które całkiem nieźle łamie schematy szybkich, dynamicznych numerów, czy niezwykle przebojowy (i napisany przez Gibbonsa) numer Let the Left Hand Know, który ruszy z miejsca każdą osobę słuchającą tej płyty.
  • Klimat nieco brudniejszego, wolniejszego bluesa wraca w Mo’ Slower Blues, choć znów myślę, że można było to pociągnąć dłużej niż przez te niecałe cztery minuty. Również uwspółcześniona wersja Rollin’ and Tumblin’ (znowu Muddy’ego Watersa) robi bardzo przyjemne wrażenie, a zamykające album proto-ska w postaci Crackin’ Up autorstwa Bo Diddleya wprowadza w to wszystko jeszcze odrobinę więcej luzu.

    Tak naprawdę jednak nie jestem pewien, czy wyróżnianie konkretnych numerów ma większy sens. To przyjemna, ale zupełnie nieodkrywcza płyta, której – mogę się założyć – świetnie będzie się słuchało w samochodzie, ale po której absolutnie nie można oczekiwać czegokolwiek, czego jeszcze byśmy nie słyszeli. Dwa albumy, dwa zupełnie inne brzmienia, inne także wnioski. Po eksperymentach (raz lepszych, raz gorszych) na Perfectamundo, tym razem jest do bólu przewidywalnie i czasem niemal od linijki, ale bardzo przyjemnie i klasycznie, a przede wszystkim – mimo tej „linijki” – na sporym luzie. Myślę, że ten materiał może sprawdzić się o wiele lepiej na koncertach, a tych Billy (w towarzystwie m.in. wspomnianego już Matta Soruma) ma trochę dać już w najbliższym czasie.

autor: Jakub "Bizon" Michalski

tagi: BILLY GIBBONS / ZZ TOP / THE BIG BAD BLUES / RECENZJA / 2018

...

patronaty



partnerzy