logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
SPIDERGAWD
V
11.01.2019
  • Spidergawd to rockowy kwartet z Norwegii, który do niedawna łączyły mocne personalne więzy z chyba jednak bardziej znaną u nas formacją Motorpsycho. Więzy te już od jakiegoś czasu nie istnieją wobec zmian w składach obu zespołów, ale nie oznacza to absolutnie, że nagle którakolwiek z tych grup ucierpiała na tym muzycznie. Obie wydały w pierwszych miesiącach tego roku nowe płyty. Motorpsycho skupili się tym razem na długich formach i budowaniu klimatu, Spidergawd robią zaś to, co lubią najbardziej. Kopią rockowe odwłoki wysokooktanowym, dynamicznym, gęstym, ale jednocześnie cholernie przebojowym hard rockiem, łączącym klimat lat 70. z latami 90.

    Jak przystało na płytę zespołu, który dysponuje w swoim arsenale bronią dość nietypową jak na grupę hardrockową, album rozpoczyna partia saksofonu. To zresztą chyba najciekawszy element muzyki Spidergawd – nie tyle sam saksofon, ile sposób jego wykorzystania w muzyce grupy. Jeśli już nawet instrument ten pojawia się w muzyce zespołów rockowych, zazwyczaj słyszymy go w partiach solowych, tymczasem tu oprócz nich saksofon stanowi nieodłączną część muzycznego tła kolejnych utworów. I choćby to sprawia, że formacja Spidergawd wyróżnia się w rockowej szufladce. Bo przecież same kompozycje nie odbiegają od hardrockowego kanonu. Mam wręcz wrażenie, że na nowej płycie chyba jeszcze bardziej niż na poprzednich zespół momentami brzmi jak Foo Fighters. Dynamiczne, ostre riffy, gęste brzmienie, nośne refreny, wpadające w ucho melodie, efektowne solówki… Otwierający album utwór All and Everything jest tego znakomitym przykładem. Niby zdecydowanie najdłuższy na krążku, o mocno niesinglowej długości, ale niesamowicie chwytliwy i ustawiający klimat całej płyty i nastrój słuchacza już na samym początku przygody z V. A płyta to niezbyt długą, bo trwającą 38 minut i 38 sekund, więc nie ma tu mowy o znużeniu. To zaledwie osiem fajnych, rockowych kawałków, które sprawią, że poruszacie różnymi częściami ciała, pośpiewacie czasem z zespołem, a przede wszystkim poczujecie się naładowani energią wysyłaną przez muzyków. Z tego zestawu, oprócz utworu tytułowego, wyróżnić mogę właśnie za przebojowość takie utwory jak efektowne Ritual Supernatural czy Whirlwind Rodeo. Jeśli zaś ktoś potrzebuje potężnego strzału w uzębienie i wyżej ceni właśnie odjazdowy łomot od chwytliwych melodii, przewagę tego pierwszego znajdzie w Green Eyes czy w nieco wolniejszym, a przez to też może jeszcze cięższym numerze Avatar.

    V niczym specjalnym nie zaskakuje, ale Spidergawd to przecież nie jest zespół, po którym oczekujemy eksperymentów muzycznych i ciągłych zmian. W przypadku tej formacji wiemy, że na każdej płycie możemy liczyć na kilkadziesiąt minut cholernie dobrego, gęstego, melodyjnego łojenia w stylu współczesnego hard rocka.
  • V to płyta świetnie zagrana i zaśpiewana, od pierwszej do ostatniej sekundy trzymająca słuchacza blisko głośników, świetnie nadająca się jako dodatkowy zastrzyk energii w długiej trasie. To ten rodzaj albumu, który nie zamęczy, nie zanudzi, za to całkiem skutecznie odroczy moment wypicia kolejnej danego dnia kawy. Z takim nastawieniem podchodzę do kolejnych wydawnictw tego zespołu i nigdy się na nich nie zawodzę.

autor: Jakub "Bizon" Michalski

tagi: SPIDERGAWD / V / RECENZJA / 2019

...

patronaty



partnerzy