logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
LION SHEPHERD
III
29.03.2019
  • Gdy w 2015 roku zespół Lion Shepherd – formacja stworzona niejako na gruzach grupy Maqama – wydawał swój debiutancki album, narobił sporo zamieszania na rodzimej scenie rockowej. O płycie Hiraeth szybko zrobiło się głośno, bo zespół proponował muzycznie coś, czego za dużo w polskim rocku nie ma – znakomite połączenie mocy i intensywności z wplecionymi niezwykle sprawnie elementami muzyki bliskowschodniej. I być może niemal cztery lata później, przy okazji trzeciego studyjnego krążka formacji, takie połączenie już nie zaskakuje, ale w niczym nie traci na jakości. III – bo taki tytuł nosi album – to także w pewnym sensie świeży start, bo po raz pierwszy do wokalisty Kamila Haidara i gitarzysty Mateusza Owczarka dołączył trzeci stały muzyk formacji – perkusista Maciej Gołyźniak.

    Nie odczuwałem żadnego niepokoju w związku z nowym wydawnictwem przed pierwszym odsłuchem tej płyty, ale nawet gdyby taki faktycznie pojawił się w mojej głowie, zostałby błyskawicznie rozwiany, bo otwierająca album kompozycja Uninvited od razu wprowadza w odpowiedni nastrój i nawiązuje do wszystkich tych elementów, które sprawiają, że muzyka Lion Shepherd to tak rewelacyjna mieszanka. Świetny klimat, subtelny aranż, a w miarę upływu czasu także coraz intensywniejsze brzmienie. Pięknie się ten numer rozwija, a dzięki niemu cała płyta robi znakomite pierwsze wrażenie. A jak wiadomo – pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Tym cenniejsza jest ta kompozycja dla odbioru albumu jako całości. I chyba właśnie te kompozycje, w których najbardziej słychać te elementy muzyki bliskowschodniej, podobają mi się na III najbardziej, bo przecież obok Uninvited mamy tu zaaranżowane z niezwykłym wyczuciem i smakiem Vulnerable (najdłuższa kompozycja na płycie), które genialnie przechodzi z klimatycznej części pierwszej do intensywnej części drugiej, będącej najcięższym fragmentem tej płyty, czy wreszcie World on Fire, w którym świetnie sprawdził się romans folku i lekkiej elektroniki.

    Na III nie brakuje też jednak rzeczy nieco przystępniejszych, a może nawet zwyczajnie chwytliwych. To zresztą też żadna nowość w muzyce Lion Shepherd, bo już o płycie poprzedniej – Heat – pisałem, że ma ona spory radiowy potencjał i w żadnym razie nie był to zarzut. Good Old Days znakomicie buja (przy czym z przyjemnego kołysania robi się pod koniec niemal opętańczy taniec), pierwszy singiel – What Went Wrong – przy pierwszym odsłuchu wydał mi się nawet może nieco zbyt hmm popowy (?), ale przy odsłuchach kolejnych znakomicie połączył się z resztą płyty, a do grona utworów, które natychmiast wpadają do głowy i za nic nie chcą z niej wyjść, można też śmiało dodać The Kids Are Not All Right.
  • Największą zaletą tej płyty jest jednak chyba po prostu to, że jest ona jednocześnie spójna, ale i niezwykle różnorodna. Zespół nie przesadza ani z elementami folkowymi, ani z wprowadzaniem eksperymentów brzmieniowych, ani z ciężkim łojeniem – dawkuje te części składowe swojej muzyki bardzo sprawnie, żongluje nimi, zapewniając jednocześnie, że każda kompozycja brzmi po prostu jak Lion Shepherd. No i jeszcze warto wspomnieć o tekstach – jak zwykle uderzających w kwestie społeczno-polityczne.

    III to w pewnym sensie nowy rozdział w historii Lion Shepherd, choćby z powodu zmiany w składzie i przyjęcia trzeciego „stałego” muzyka. Ale muzycznie zespół kontynuuje ścieżkę, którą obrał na samym początku istnienia i ponownie czaruje pięknym połączeniem klimatycznego rocka i elementów bliskowschodniej muzyki folkowej. Na każdej płycie pojawiają się oczywiście pewne nowe składniki, ale zespół pozostaje wierny swojemu stylowi i nie widzę powodu, żeby miało być inaczej, skoro wychodzi to tak udanie. Lion Shepherd to bez wątpienia wciąż jedno z najciekawszych zjawisk na polskiej scenie rockowej.

autor: Jakub "Bizon" Michalski

tagi: LION SHEPHERD / III / RECENZJA / 2019 /

...

patronaty



partnerzy