logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
BLINDEAD
Kraków, Klub Kwadrat
4.11.2016
  • Trasa promująca ostatnie dzieło pomorskiego Blindead ruszyła. Jednym z przystanków został Kraków, gdzie zespół wystąpił wraz z supportującymi Lonker See i Coffinfish. Wydarzenie miało miejsce 4 listopada w klubie Kwadrat. Trzy grupy odegrały muzyczny spektakl skierowany do wymagających słuchaczy rocka i metalu.


    Publiczność jako pierwszy miał rozgrzać Coffinfish, którego dołączenie do zestawu na ten wieczór ogłoszono niedługo przed samym wydarzeniem. Krakowska formacja wykonuje sludge/post-metal z powodzeniem zadając kłam teorii o wypaleniu się tego rodzaju ciężkiego grania. Zespół rozpoczął występ od ponad dwudziestominutowego kolosa I Am Providence z ostatniego minialbumu Epilogue. Pomimo długości utworu nie można mówić o nudzie. Wprost przeciwnie – kompozycja ucieszyła ciężarem i klimatem. Potęgę wzmagał wokalny dwugłos, gdyż wokalistę Lobo gościnnie wspierał Tytus, gardłowy zespołu Fleshworld. Pewnym zaskoczeniem była długość pierwszego koncertu – po I Am Providence publiczności usłyszała jeszcze dwa utwory. Coffinfish zagrał ciężko, przestrzennie, podobnie jak w krainie zamieszkanej przez amerykański Neurosis. Był to zdecydowanie najostrzejszy moment wieczoru. Dobre wrażenie zrobiła stosunkowo duża frekwencja jak na pierwszy support. Tej części wydarzenia miałbym do zarzucenia jedynie nie do końca udane nagłośnienie oraz irytującą grę świateł na scenie.


    W przeciwieństwie do Coffinfish grupa Lonker See nie była mi znana przed koncertem. Zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać, ale chyba ostatnią rzeczą jaka przyszłaby mi do głowy był kwartet z wielkim jak góra saksofonistą pośrodku sceny. Wybitnie transowemu repretuarowi nadawała ton sekcja rytmiczna. Gitara pełniła rolę swego rodzaju ubarwiacza, podobnie jak "przeszkadzajki" obsługiwane przez gitarzystę. Znalazło się miejsce na free jazz, prawie funkową motorykę i na eteryczny fragment z udziałem śpiewu basistki. Lonker See dość szybko skończył ustępując miejsca gwieździe wieczoru.


    Blindead na tegorocznej trasie gra po raz pierwszy z nowym wokalistą Piotrem Piezą prezentując w całości swoje najnowsze dzieło Ascension. Ciekawość przed pojawienien się na scenie gdyńskiej formacji była zatem ogromna. Gromkie uderzenie w bębny i prawie plemienny rytm – przywodzący na myśl chociażby twórczość Minsk – wszystkim uświadomiły, że oto zaczyna się kompozycja Hearts. Klimatyczny początek szybko ustąpił miejca ciężarowi i szybkości nagrań Hunt oraz Horns. Dalej mieliśmy wierne odegranie pozostałych utworów z nowej płyty. Pomimo wyraźnego skrętu w kierunku lżejszego grania na ostatnich dwóch longplayach, członkowie zespołu nie raz dali się na scenie ponieść muzycznej dzikości, pobudzając do życia fanowski młyn pod sceną. Gęstą atmosferę potęgowały wizualizacje, głównie w czerni i bieli. Piotr okazał się dobrym i charyzmatycznym wokalistą na żywo, chociaż dużo lepiej sobie radził w wyższych partiach oraz melodyjnych fragmentach.
  • Pozostali odziani w czarne koszule muzycy – zwłaszcza gitarzyści – odznaczali się dużą energią. Główną postacią był dla mnie jednak schowany za zestawem perkusyjnym Konrad Ciesielski, bębniący wirtuozersko i z idealnym wyczuciem muzyki Blindead.
    Po odegraniu premierowego materiału w całości padły w końcu słowa powitania ze sceny i zaczęła się tzw. część luźniejsza koncertu. Grupa zagrała trzy starsze nagrania. Od melodyjnego s1 panowie przeszli do najcięższego punktu wieczoru, czyli So It Feels like Misunderstanding When z pamiętnej płyty Affliction XXIX II MXMVI. Co tu dużo mówić – jako entuzjaście wczesnej twórczości Blindead ta chwila wydała mi się najbardziej emocjonująca. Podobne reakcje było widać wśród publiczności. Dojmujący ciężar, emocjonalna, wywrzeszczana partia wokalna (nie tak dobra jak u wcześniejszego frontmana, Patryka) wzmogły apetyt. Liczyłem na kolejny "cios" z Affliction lub nawet z Autoscopia / Murder in Phazes, niestety trzeba było się już tylko zadowolić kolejnym utworem z poprzedniej płyty – A7bsence.


    Piątkowy wieczór w klubie Kwadrat uważam za udany. Warto było po raz kolejny zobaczyć Blindead w akcji. Pomimo zmian w stylistyce i za mikrofonem ciągle widać, że mamy do czynienia z tym samym zespołem, który kiedyś pokazał, że nad Wisłą jest możliwe tworzenie oryginalnego, nastrojowego sludge’u. Można różnie odbierać ostatnie dokonania zespołu, ale nie da się ukryć, że panowie wciąż potrafią grać dobre koncerty.
autor: Michał Raś

tagi: BLINDEAD

...

patronaty



partnerzy