logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Relacje
IAN GILLAN with guests
Warszawa, Klub Progresja
19.11.2016
  • Rock i muzyka klasyczna od dawna nie są już planetami z dwóch krańców wszechświata -
    przyzwyczajeni jesteśmy do symfonicznych teł, wstawek i ozdobników na płytach, jednak w
    Progresji mogliśmy się przekonać, że dopiero uczestnictwo w występie daje pojęcie o nowej jakości niesionej przez takie połączenie. Nie był to koncert rockowy, nie był to koncert symfoniczny, nie był to też żaden przystanek "pomiędzy" - był to wieczór całkiem osobnej kategorii, fantastycznie przygotowany i obfitujący w całkiem nowe muzyczne przyjemności.

    Przyznam, że otwierająca wieczór grupa Papa Le Gál - zespół Grace Gillan, córki Iana- nie
    od razu mnie przekonała. Myśl lubi utarte ścieżki, skoro w planie był repertuar Deep Purple, to w roli supportu widziałoby się jakiś solidny hard rockowy skład z klawiszami w roli głównej. A tu - skromny zestaw perkusyjny, trzyosobowa sekcja dęta i rytmy bardziej kojarzące się z leniwą niedzielą w portorykańskiej kafejce niż ścianą wzmacniaczy na stadionie... Wystarczyło kilka utworów, żeby rozgrzać dość statyczną początkowo publiczność i wygonić nas z naszych smętnych gatunkowych szufladek. Słoneczna mieszanka muzyki latynaomerykańskiej, afrobeatu, i funku znakomicie otwarła z jednej strony znakomity wieczór z drugiej - głowy słuchaczy.

    Po krótkiej przerwie miejsca na scenie zajęła Orkiestra Akademii Beethovenowskiej.
    Wewnątrz niewielkiego fortu z instrumentów klawiszowych zasiadł Don Airey, a na swoich
    miejscach pojawili się muzycy jego zespołu: gitarzysta Simon McBride (wcześniej członek m.in. Sweet Savage, gdzie zastąpił Viviana Campbella), basista Laurence Cottle (przez krótki czas związany z Black Sabbath - nagrywał "Headless Cross") i perkusista Darrin Mooney (muzyk Primal Scream, wcześniej grał m.in. z Garym Moore'em). Wkrótce dołączył trzyosobowy chórek, a w końcu oczywiście on - Ian Gillan.

    Symfoniczna oprawa okazała się doskonałym wspólnym mianownikiem dla kolejnych punktów bardzo różnorodnej setlisty. Nie mogło oczywiście zabraknąć wielkich utworów Deep
    Purple z lat 70. - pojawiły się "Strange Kind of Woman", "Demon's Eye", "Lazy", "When a Blind Man Cries" i klasyczne purpurowe zakończenie: "Smoke on the Water", a jako bisy "Hush" i "Black Night". Zapowiadając "Perfect Strangers" Gillan przypomniał, że to właśnie ten utwór umocnił muzyków w zamiarze reaktywacji zespołu w kolejnej dekadzie. Pojawiły się też kompozycje nowsze ("Anya" z "The Battle Rages On", bananowe "Razzle Dazzle", "Rapture of the Deep" ) i najnowsze ("Hell to Pay" z ostatniej płyty). Zabrzmiały pojedyncze utwory z solowych płyt wokalisty, w tym "Day Late and Dollar Short" z "Dreamcatcher", zadedykowany zmarłemu we wrześniu Leonardowi Haze'owi - perkusiście Y&T i członkowi zespołu Gillana.

  • Niezwykle przejmująco wypadła pieśń "No More Cane on the Brazos", po raz pierwszy
    przypomniana była przez artystę na "Naked Thunder". Grace Gillan, obecna cały czas na scenie w chórku dołączyła do Iana w bluesowym duecie "You're Gonna Ruin Me Baby" a później wykonała swoją własną piosenkę "Candy Floss" - zgodnie z tytułem delikatną jak wata cukrowa. Całości dopełniło potężne, instrumentalne "Difficult to Cure" Rainbow (Don Airey jest współkompozytorem tego utworu) z powracającym motywem z IX Symfonii Beethovena - we właściwym sobie orkiestrowym wykonaniu.

    Takie okazje do otwarcia się na muzyczne doznania wykraczające poza sztywne granice, do
    których jesteśmy przyzwyczajeni nie zdarzają się często. Sama obserwacja efektownego zderzenia doskonale zgranego organizmu orkiestry ze swobodą zespołu rockowego i wszelkich zazębień tych dwóch tworów - łącznie z fragmentami, w których dyrygent zamieniał batutę na skrzypce elektryczne, które czekał szalony dialog z syntezatorami Dona Airey - była fascynująca. Trudno mi było wyjść z podziwu nad doskonałym przygotowaniem muzyków - z Ianem Gillanem i Don Airey Band podróżuje tylko dyrygent Stephen Bentley-Klein, który na każdym koncercie trasy prowadzi inną, lokalną orkiestrę. Brakuje czasu na wielokrotne próby, a jednak na scenie widzieliśmy pełną harmonię i sprawiającą wrażenie w pełni spontanicznej wymianę energii.

    Mam nadzieję, że Ian Gillan zdecyduje się kiedyś na powtórzenie tournée w podobnej formie.
    Tymczasem czekamy na zapowiedziany na luty przyszłego roku nowy album Deep Purple i -
    miejmy nadzieję - koncertowe przeżycia towarzyszącej mu trasy.

    IAN GILLAN
    DON AIREY BAND
    ORKIESTRA AKADEMII BEETHOVENOWSKIEJ pod batutą STEPHENA BENTLEYA-KLEINA
autor: Julia Miodyńska

tagi: IAN GILLAN / DON AIREY BAND / ORKIESTRA AKADEMII BEETHOVENOWSKIEJ / STEPHEN BENTLEY-KLEIN

...

patronaty



partnerzy