logo
matecznik dźwięków niebanalnych
Recenzje
KING CRIMSON
Red
6.10.1974
Ocena:
  • Gdyby wziąć miernik emocji i przyłożyć do tej płyty myślę, że brakłoby skali, a czerwona lampka na końcu urządzenia zaczęłaby świecić mocniej i mocniej i mocniej by w końcu wybuchnąć, rozwalając się na drobne kawałeczki. Mam tak samo zawsze, gdy w pokoju zapanuje cisza. Przez dłuższą chwilę nie umiem podnieść się z fotela, mimo, że znam ten materiał bardzo dobrze. Jednak za każdym razem smakuje on inaczej i dociera do moich uszu z siłą pędzącego pociągu. I zawsze jestem czerwony z emocji.


    W 1974 roku na dworze Karmazynowego Króla zapadła cisza. Król postanowił schować się i odpocząć. Na kilka lat jeden z najważniejszych zespołów ogólnie pojętego rocka progresywnego miał zamilknąć. Nim jednak to zrobił, światło dzienne ujrzała wyjątkowa płyta. Mocna płyta. Płyta pełna emocji, bólu, szaleństwa ale też pełna liryczności, subtelności i piękna. "Red".


    Na okładce, w czerni, trzy twarze podstawowego wtedy składu King Crimson. Ukryci w mroku tajemnicy John Wetton, Bill Bruford i Robert Fripp. Żadnych udziwnień, pompatyczności, wysilonego artyzmu. Jakby panowie uznali, będąc tak bardzo pewni zawartości koperty, że szkoda czasu na wymyślanie kolejnego epokowego dzieła, że oni to dzieło już stworzyli. Jeśli tak było, to rzeczywiście mieli rację.
    Wchodząc na wyżyny swoich umiejętności Wetton, Bruford i Fripp zaproponowali pięć kompozycji, z których każda na swój sposób łączy się z pozostałymi. Atmosfera jest duszna i na krawędzi wybuchu. Wskaźnik na rewersie okładki informuje jednoznacznie, że od początku do końca będzie na krawędzi wytrzymałości. Że lada chwila z wzmacniacza pójdzie siwy dym, a iskry posypią się na dywan.


    Trzy utwory posiadają tekst – "Fallen Angel", "One More Red Nightmare" oraz "Starless" – pozostałe to twory czysto instrumentalne zawierające również partie improwizowane. Gęsty i ostry King Crimson przeplata się tutaj ze swoim nostalgicznym i lirycznym alter ego, z czego powstaje energia chwytająca za serce wrażliwych słuchaczy. Nasza trójka bohaterów z gościnnym udziałem Davida Crossa (skrzypce), Marca Chariga (klarnet), Robina Millera (obój) oraz starych znajomych Króla Iana McDonalda i Mela Collinsa (obaj saksofony) z niezwykłą dbałością o szczegóły porusza się w klimatach muzycznych pejzaży, prawie że hard rockowych riffów i kapitalnie swobodnego jazzu. Mieszanka, która powoduje, że wskaźnik nie schodzi z czerwonego pola. Gdy zastaje nas cisza nie umiemy znaleźć krzty odwagi, by ruszyć się z miejsca. Ta płyta to prawdziwie muzyczna hipnoza, powodująca, że oddajemy jej nie tylko uszy ale i duszę. Raptem 40 minut, a można poczuć, że przeżywa się o wiele więcej…


    Kiedyś jako młody amator heavy metalu rozmawiałem z ojcem o mocnych brzmieniach i doskonale pamiętam, co wtedy powiedział w kontrze do moich wypowiedzi o grupach grających taką muzykę: "Posłuchaj "Red" King Crimson".
  • Skrzywiłem się jak po soku z cytryny. Po latach wiem, że może i ja miałem argumenty w tej dyskusji, jednak tata miał po prostu rację.

autor: Adam Widełka

tagi: KING CRIMSON / ROBERT FRIPP

...

patronaty



partnerzy