Rockserwis.fm
Matecznik dźwięków niebanalnych
Przed chwilą
Za chwilę
Zaloguj się
O nas
Jak słuchać radia
Ramówka
Audycje
Ludzie
Co było grane
Podcasty
Gadżety
Wesprzyj nas
Wydarzenia
Koncerty
Recenzje
Relacje
Galerie

Recenzja

LESS IS LESSIE

The Escape Plan

23.04.2021

Ocena:

autor:
Tomasz Majcher

To płyta z kraju nad Wisłą (choć by być ścisłym to z kraju nad Odrą), a tak to dobrze jest zrobione, że możnaby pomyśleć, że to może z wysp, oczywiście jeśli nie będzie się słuchać offów i znać niektórych tytułów. Żeby nie zagadać zdradzę na samym początku finał tej całej wypowiedzi. Nie wiem, naprawdę nie wiem, co by się jeszcze musiało stać, aby ta płyta nie była w mojej ścisłej trójce na koniec roku. Oczywiście ktoś powie albo napisze, że musiałyby się ukazać jeszcze przynajmniej trzy lepsze płyty. Pełna zgoda, ale to tylko teoria. Wiemy natomiast jak to jest z praktyką, często nie idzie w parze z teorią.

Odkąd posłuchałem jej pierwszy raz w całości, potwierdziła się moja osobista opinia, że TAKIE płyty zdarzają się raz na jakiś czas.

Zaczęło się od pieśni ostatniej, usłyszanej na początku roku u Piotra Kaczkowskiego oczywiście z tradycyjnym komentarzem „Czy państwu się podobało? Tak. To jeżeli państwu się podobało, to znaczy, że to jest polski utwór”. Ta ostatnia pieśń to Blue Steel (Less Is More) z udziałem muzyków z grupy Amarok (Marta Wojtas napisała słowa, a Michał Wojtas zaśpiewał). Ona występuje wcześniej jako Blue Steel w wersji instrumentalnej.

Choć nie - tak naprawdę zaczęło się od utworu the Fall, który kilka lat temu wpadł mi już w ucho oraz w oko, bo klip też był całkiem dobry. The Fall jest na tej płycie, ale już w nowszej wersji.

Płyta o ucieczce albo wycieczce, jak kto woli, może nawet o jednym i drugim. Bo z jednej strony chcemy uciec od tego czego doświadczamy na co dzień, a z drugiej chcemy to poznawać, przesuwać granice poznania. Przewodnik po dzielnicy, którego głos powstał dzięki… generatorowi mowy używa słowa trip, natomiast w tytule płyty jest escape – czyli albo zwiedzamy, albo uciekamy*. Bez względu na to gdzie jesteśmy, bo często jest potrzebna po prostu odskocznia od dziś, od otoczenia, od życia. Muzycy less is lessie do tych rozważań wybrali sobie teren wrocławskiego Nadodrza. Tu żyją, mieszkają, pracują, lub gdzieś w pobliżu. Tu powstawała ta płyta, m.in.: pod adresem Niemcewicza 20/20 i jest nawet taki utwór na płycie. Nadodrze jest ich, a oni są jego.

Dzięki nagraniom z miasta które zostały zarejestrowane w tramwajach, autobusach, na ulicy, nie stoimy w miejscu. Jesteśmy na Wyszyńskiego, za chwilę na Nowowiejskiej, Słowiańskiej itd. Poruszamy się, przemieszczamy, jest dynamicznie, od budynku do miejsca, od miejsca do budynku. Po drodze jakiś park, dworzec. Płyta jest tzw. conceptem, mamy też charakterystyczną klamrę, która muzycznie kojarzy się z Archive. Kiedy wchodzi wokal w the Great Escape (oraz w repryzie) to skojarzenie z początkiem płyty Lights nasuwa się samo. Druga część tego utworu to z kolei Archive z tej lepszej strony płyty the False Foundation. Co ważne za koncept moim zdaniem odpowiadają też skrzypce, bo słychać je w ważnych momentach, one też opowiadają tę historię.

Rozmawiałem i pisałem z kilkoma osobami o tej płycie. Ja znalazłem podobieństwa do Archive i nawet muzycy to sami przyznali w jednym z wywiadów (także do Massive Attack), ktoś usłyszał Gazpacho, ktoś inny Porcupine Tree, Muse, the Cure, Alice in Chains i Toola. Wstęp do płyty, ten powtarzający się „gong” skojarzył się z filmem TENET, ktoś inny powiedział Wojna Światów.

Taka jest ta płyta, wieloraka, różnorodna, otwierająca różne drzwi, bogata w dźwięki. To, że wyżej wymieniłem wiele nazw nie oznacza kopiowania i wtórności. Tylko i wyłącznie inspirację, często podprogową, a nie świadomą. Ale znalazłem jeszcze jedno odniesienie i chodzi znów o skrzypce. Rola jaką odgrywają na tej płycie kojarzy mi się z płytą sprzed prawie pięciu dekad String Driven Thing „The Machine That Cried”. Skrzypce wtedy zrobiły robotę, tak jak i teraz na tej nadodrzańskiej płycie. O ile muzycznie te płyty to dwa różne światy, jak „wtedy” i „dziś”, to w utworze Fast And Furious usłyszałem jakieś połączenie między tymi „przestrzeniami”, za sprawą skrzypiec właśnie oraz głosu Any Nguyen (głównie chodzi mi o utwór SDT „River Of Sleep”).

Płyta trwa blisko 75 minut, ale nie, nie jest za długa. Nie ma tu słabych chwil, nie wieje nudą w żadnym z fragmentów. Utwory z miastem w tle, jego dźwiękami i głosem przewodnika spajają tę muzyczną opowieść i chce się do niej wracać.

  • Co ciekawe na okładce widnieje wrocławski Zakład Karny nr 1 z lotu ptaka.

Używamy plików cookies w celu ułatwienia korzystania z naszej strony.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich wykorzystywanie.